WYSYŁKA JUŻ OD 5ZŁ W 24H     KONTAKT@NEVERENDINGSTORE.PL

Szukaj

KAŻDE UBRANIE TO INNA HISTORIA - TRAMPKI NA DROGĘ

neverending, 07.09.2021
KAŻDE UBRANIE TO INNA HISTORIA - TRAMPKI NA DROGĘ

Opowiadanie z cyklu: Każde ubranie to inna historia

Trampki na drogę


     Co wakacje stoję przed tym samym dylematem: gdzie wyruszyć tym razem? Czy skusić się na rodzinne all inclusive (z gwarancją, że zjem więcej niż pomieści mój żołądek, a moje wylegiwanie się w basenie będzie dla innych biletowane z dopiską „Foka na basenie - prosimy już więcej nie dokarmiać.”) Czy może postawić na działkę, ogród lub dom (ostatnie skreślam - w domu zawsze coś na nas czeka - nie jest to pies, mąż ani prezent od mamy. Bardziej mam na myśli pranie.) I właśnie pochylając się nad praniem wpadają mi w ręce stare trampki. Kiedyś białe, dzisiaj wołające o kąpiel pod groźbą powieszenia się na sznurówkach. Skąd się tu wzięły? Zanim przepytam wszystkich domowników na moment udam się w głąb swojej głowy, bo przywołały ogrom wzruszających wspomnień. I zdecydowanie wskazały kierunek tegorocznych wakacji. Panie i panowie - jedziemy do lasu.

     Dziesięć lat temu poznałam mojego męża. Ja - dziewczyna z dużego miasta, on - „chłopak z lasu”. Mieszkający w cudownym, malowniczym domku schowanym pośród drzew, ptaków, mchu, miliona owadów. W lesie znalazłam się przypadkiem. Jechaliśmy z przyjaciółmi na kemping na północ Polski. Po drodze zatrzymaliśmy się na skraju lasu, by odpocząć. Przechodziliśmy pomiędzy szyszkami w naszych śnieżnobiałych trampkach, klnąc co kilka metrów na komary, gałęzie i wszystkie przeciwności leśnego świata. W pewnym momencie oddaliłam się od przyjaciół, chcąc znaleźć uciekający przede mną zasięg w telefonie. Skupiona, z grymasem na twarzy i głową w górze, wymachując w locie telefonem zderzyłam się z czymś ciężkim, wysokim.. przystojnym. Biegacz. Historia jak z komedii romantycznej, jednak w tej sytuacji w głowie włączył mi się thriller z predyspozycjami na horror. Zaczęłam krzyczeć i uciekać. Mężczyzna biegł za mną.

     Każdy z nas ma w telefonie porcję nieudanych zdjęć podczas robienia selfie. Gdybym była fotografowana w czasie swojej ucieczki z pewnością zamiast folderu uzbierałby się cały dysk takich zdjęć. Jak się okazało - całkowicie niepotrzebnie. Dobiegłam do przyjaciół, usatysfakcjonowana, że udało mi się zgubić biegacza-mordercę.

     Jak potoczyła się ta historia? Mój jeszcze-wtedy-nie-mąż dołączył do nas i zaprosił na kawę. Okazało się nie tylko, że jest całkowicie niegroźnym, zabawnym (biegł za mną, bo uznał moje przerażenie na twarzy za śmieszne - nie komentuję tego do dzisiaj) człowiekiem, lecz także, że mieszka w najpiękniejszym miejscu, jakie kiedykolwiek widziałam. Dalekie było od luksusów, ale miało w sobie coś urzekającego. Dom schowany w lesie, pośród drzew i cudownego śpiewu ptaków.

     Popołudnie z nieznajomym zamieniło się w cały wieczór, a wieczór w noc. Finalnie wyjechaliśmy w dalszą podróż następnego dnia. Moja komedia romantyczna odsłoniła przede mną piękno przyrody - nigdy nie miałam czasu na jej poznanie. Teraz siedziałam na pniu drzew wsłuchując się w naturę - przekrzykujące się ptaki o różnych głosach, skaczące pomiędzy drzewami wiewiórki. Szumiące, wysokie drzewa, które co jakiś czas łamały gałęzie. Dotykałam szorstkiego, pachnącego lasem i ziemią mchu, który różnił się znacznie od tego na dekoracjach w modnych eko budynkach. Spacerując odkrywaliśmy dowód na ciężką pracę leśnych zwierząt - wyżłobione przez bobry tamy, kryjówki lisów. Przy pomoście swoje rodzinne życie prowadziły łabędzie - pływały w określonej hierarchii zataczając koła, zgrabnie nurkując po pożywienie.

     Wszystko brzmi jak opowiadanie o lesie ze szkolnego elementarza, a natura jest żywa i mamy ją w zasięgu wzroku! A niektórzy.. każdego dnia mogą obserwować jej piękno i toczące się zmiany, zależne od pory roku. W ten jeden dzień nabrałam ogromnego szacunku do przyrody, bo ktoś mi o niej opowiedział w najpiękniejszy sposób - pokazując, pozwalając słuchać i dotykać. Nie zdajemy sobie sprawy, że w tym pędzie codziennego świata obok toczy się zupełnie inne życie. Pełne spokoju i zaufania. Udowadniające, że wszystko przemija, aby potem na nowo obudzić się do życia. Pojawić się z nową energią. Natura stała się dla mnie symbolem nadziei, która pojawia się, gdy tylko pozwolimy losowi działać. Nadziei, że po zimie przyjdzie lato, po burzy słońce. Że nie potrzebujemy luksusów, aby przetrwać. Że najpiękniejsze jest to, co naturalne - wystarczy bliżej się temu przyjrzeć.

     I piszę to ja, dziewczyna z dużego miasta w (kiedyś) śnieżnobiałych trampkach, która zdecydowanie za rzadko wybiera obcowanie z naturą, a za często bierze udział w maratonie dzisiejszego szarego świata. Czas zwolnić i nabrać w płuca rześkiego, leśnego powietrza. Dotykać, odkrywać, słuchać. Naturalnie.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty

Wybierz pierwszy produkt